Dolnośląska drużyna tygodnia

Dolnośląska drużyna tygodnia #1

Dolnośląska drużyna tygodnia – piłkarze wrócili na boiska, a my wybieramy tych, którzy wyróżnili się na boisku. W pierwszej jedenastce znalazło się sześciu zawodników Zagłębia Lubin i pięciu Śląska Wrocław.

 

Cztery jedenastki z Dolnego Śląska. Która najmocniejsza?

Dolnośląska drużyna tygodnia jest wybierana spośród piłkarzy Ekstraklasy i I ligi. Ze względu na fakt, że na razie grają tylko Śląsk i Zagłębie, do jedenastki trafili zwodnicy z Wrocławia i Lubina. Gdy ruszą rozgrywki zaplecza ekstraklasy, nominowani będą również piłkarze Miedzi Legnica i Chrobrego Głogów.

 

Oto pierwsze zestawienie – Dolnośląska drużyna tygodnia – a pod grafiką krótkie uzasadnienie takiego wyboru.

 

 

Tu na Dolnym Śląsku rodzą się ligowcy

Wybór bramkarza był chyba najtrudniejszy. Bramkarz Śląska popełnił kilka błędów, ale na szczęście dla niego i drużyny, żaden nie zakończył się stratą gola. Pawełek zaliczył również kilka udanych interwencji w groźnych sytuacjach. I on trafia do jedenastki weekendu, bo Martin Polacek… nie miał za wiele pracy.

 

Obrona zdominowana przez graczy Zagłębia, którzy w meczu z Ruchem na niewiele pozwolili graczom ofensywnym gospodarzy. Na szczególne wyróżnienie zasługują zwłaszcza Maciej Dąbrowski, bezbłędny w obronie oraz Dorde Cotra, który był dodatkowo bardzo aktywny na lewej flance.

 

Przed obrońcami dwóch defensywnych pomocników Śląska Wrocław. Tomasz Hołota zdobył jedyną „dolnośląska” bramkę w Ekstraklasie, która na dodatek dała Śląskowi trzy punkty. Tom Hateley był bardzo aktywny, nie tylko w destrukcji, ale także w grze do przodu. Co prawda gra kombinacyjna jeszcze nie jest najmocniejszą stroną Anglika, ale serca do gry mu nie brakuje.

 

Z kolei pozycje ofensywnych pomocników zdominowali gracze z Lubina. Praktycznie każdy gracz Zagłębia prezentował się nieco lepiej niż jego odpowiednik w Śląsku. Najlepszy wśród nich był Arkadiusz Woźniak, któremu do bardzo dobrego występu zabrakło bramki lub choćby asysty.
Z piłkarzy Śląska próbkę niezłych umiejętności pokazali i Wegier Gosztonyi, i Japończyk Morioka. Momentami jednak ich gra, zwłaszcza tego drugiego, była zupełnie bezproduktywna.

 

W ataku, podobnie jak w przypadku bramkarzy, wybór bardzo trudny. Niestety, był to wybór negatywny – żaden z napastników bowiem furory nie zrobił. Minimalnie lepsze wrażenie pozostawił po sobie Kamil Biliński.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *