badania lekarskie piłkarzy

Badania lekarskie piłkarzy to fikcja. Groźna czy nie?

Badania lekarskie piłkarzy amatorów – co jakiś czas jest o nich głośno. Zazwyczaj, gdy dochodzi do jakiejś tragedii na boisku. Wszyscy wiedzą, że to wielka fikcja. Ale powstaje inne pytanie – czy brak badań jest rzeczywiście groźny dla zdrowia i życie piłkarzy.

 

Wybory w OZPN-ach. W dwóch okręgach bez zmian

W miniony weekend doszło właśnie do takiej tragedii na boisku. Podczas meczu IV ligi opolskiej Śląsk Łubniany – KS Krasiejów zmarł Tomasz Drąg, piłkarz gospodarzy. W drugiej połowie 40-latek upadł na murawę i mimo reanimacji nie udało się go uratować. Co ciekawe, ten sam piłkarz miał podobne zdarzenie niemal trzy lata temu. Będąc graczem Odry Opole zasłabł podczas spotkania ze Startem Namysłów. Wtedy udało się go uratować. Tym razem miał mniej szczęścia.

 

Przy okazji powrócił temat zdrowia i bezpieczeństwa piłkarzy amatorów podczas meczów w niższych ligach. Zwłaszcza że na poziomie 3. czy 4. ligi jest z tym przyzwoicie, gorzej w B czy A-klasie. Sam przez kilkanaście lat gry na boiskach niższych lig byłe badany przez lekarza… JEDEN raz. Jeszcze jako junior. Badanie oczywiście polegało na osłuchaniu stetoskopem i pytaniu, czy mam jakieś problemy, czy na coś choruje. Później lekarz tylko podbijał kartę.

 

 

Nie wiem czy wszędzie jak jest, ale w większości drużyn małych lig z pewnością. Ważne, żeby zdobyć pieczątkę. Od kilku lat jest jeszcze gorzej, bowiem zaświadczenie lekarskie może wystawić  tylko lekarz medycyny sportowej, ewentualnie lekarz, który ukończył stosowny kurs. To mocno zawęża pole manewru dla klubów.

 

Badania lekarskie piłkarzy amatorów to fikcja. I w zasadzie wszyscy o tym wiedzą. Bo nawet jeśli się odbywają, to co tak naprawdę mogą wykryć? Przypadek Tomasza Drąga jest zresztą znamienny. Był on zawodowym strażakiem, musiał się cieszyć niezłym zdrowiem, przechodził badania jako piłkarz. Był zdolny do gry. To jednak nie uchroniło go przed tak wielkim nieszczęściem. Niestety, co pokazują również zgony piłkarzy profesjonalnych w czołowych ligach świata – nawet szczegółowe badania nie wyeliminują całkowicie podobnych przypadków.

 

Nie piszę tego po to, by stwierdzić, że badania są bez sensu. Bez sensu są wtedy, jeśli utrzymywana jest fikcja, która niczego pozytywnego nie wnosi. Poza opłatami dla lekarzy, którzy owe zaświadczenia wystawiają.

 

Może lepiej byłoby w inny sposób zadbać o bezpieczeństwo podczas spotkań w niższych ligach. Może szkolenia dla sędziów czy trenerów z udzielania pierwszej pomocy? W końcu teraz każda drużyna musi mieć szkoleniowca „z papierami”, wtedy byłaby pewność, że podczas nieszczęścia na boisku zapewniona będzie pomoc do przyjazdu karetki.

 

Warto by było podjąć merytoryczną dyskusję na ten temat. By wypracować system, który będzie rzeczywiście dbał o zdrowie zawodników, a nie tylko utrzymywać fikcję…

1 thought on “Badania lekarskie piłkarzy to fikcja. Groźna czy nie?”

  1. Na Dolnym Śląsku jest 9 lekarzy medycyny sportowej.Tylko licząc kluby piłkarskie,których jest na Dolnym Śląsku powiedzmy że 600, a w nich jest TYLKO PO JEDNEJ DRUŻYNIE,liczącej 20 zawodników,to daje nam łącznie 12000 zawodników czyli każdy lekarz musiałby przebadać 1333 zawodników w miesiąc(bo wazność badań trwa 6 miesięcy,więc lekarz musiałby ich badać przed startem rozgrywek) czyli musiałby przyjmować codziennie przez miesiąc 44 piłkarzy.A gdzie trampkarze,juniorzy,druzyny kobiece i przedstawiciele innych sportów???Zadanie jest z góry NIEWYKONALNE.Aamatorskie uprawianie sportu nie powinno być obejmowane badaniami lekarskimi.Bo czym się różni uprawianie piłki nożnej amatorskiej na poziomie klasy O,A,B,C od amatorskiego ,relaksacyjnego jeżdżenia na rowerze?NICZYM.Ktoś wymaga od ludzi jeżdżących na rowerach lub rolkach jakichś bada?NIE. I tak powinno być w amatorskiej piłce nożnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *