Śląsk Wrocław jak Leicester City

Śląsk Wrocław jak Leicester City. Zobacz, co łączy WKS z mistrzem Anglii

Co łączy Śląsk Wrocław z wciąż aktualnym mistrzem Anglii, Leicester City? Fakt, że w letnim okienku transferowym mocno przestrzelili z transferami skrzydłowych. Kupili (lub wzięli za darmo) takich, którzy wciąż nie nadają się do gry.

 

Felipe Goncalves jak najgorszy boiskowy… burak (SONDA)

Angielskie kluby, a już na pewno te topowe, do których od ubiegłego sezonu należy zaliczyć również Leicester City, słyną z scoutingu. Tak przynajmniej nam się może wydawać. Zwłaszcza, gdy słyszymy, że któryś z gigantów ściągnął futbolową perełkę z drugiego końca świata. Tym bardziej szokująco brzmią informacje, które podaje angielska prasa (np. The Telegraph), że mistrz Anglii ani razu nie oglądał na żywo Bartosza Kapustki, gdy był ten jeszcze zawodnikiem Cracovii. Przedstawicieli Leicester zabrakło również na meczach Polaków na mistrzostwach Europy we Francji.

 

Mimo tego Anglicy wydali na polskiego piłkarza 7,5 mln funtów. Ten nie zadebiutował jeszcze w Premier League. Teraz trener Claudio Ranieri wprost przyznaje, że reprezentant Polski nie jest gotowy do gry w angielskiej ekstraklasie i zimą będzie chciał go wypożyczyć do innego klubu.

 

Znacie herby klubów na Dolnym Śląsku? (QUIZ)

Gdzie tu podobieństwo do Śląska? We Wrocławiu, w przerwie między sezonami, niemal hurtowo sprowadzano skrzydłowych i ofensywnych pomocników. O ile wiadomo było czego się spodziewać po Alvarinho czy Łukaszu Madeju, to już zaciąg hiszpańsko-niemiecki (Sito Riera, Juan Roman i Mario Engels) był sporą niewiadomą. Wiadomo było tylko tyle, że to gracze, którzy mieli dać nową jakość drużynie. Oczywiście, po czasie na solidne przygotowanie – cała trójka bowiem przyszła do Wrocławia bardzo późno i ze sporymi zaległościami treningowymi.

 

Kończy się listopad, a my wciąż nie wiemy (podobnie jak Anglicy w przypadku Kapustki), na co stać tych zawodników. Najwięcej grał Riera – 9 meczów, ale tylko 287 minut, w których zaliczył jedną asystę. Pokazał, że ma potencjał, ale… czy i kiedy w pełni go zaprezentuje? Roman zagrał dotąd 3 razy – 135 minut, a Engels 2 razy – 64 minuty.

 

Dziś słychać głosy, że to gracze ze sporymi umiejętnościami, ale muszą z drużyną przepracować okres przygotowawczy. Być może to racja, tylko nie przychodzili oni do Wrocławia jak piłkarze do gry „za pół roku”, tylko wkrótce, mieli być gotowi najpóźniej na początek października. W tym sensie ich transfery to kompletna porażka, jakby byli brani tylko po to, żeby kadra ilościowo się zgadzała, a trener nie marudził, że nie ma kim grać.

 

Czy decyzje o pozyskaniu tych piłkarzy (Roman jest tylko wypożyczony) były słuszne w dłuższej perspektywie, przekonamy się na wiosnę. A czy Leicester zrobiło dobry interes? Na odpowiedź poczekamy pewnie dłużej, ale w tym przypadku szansa na sukces jest – mimo wszystko – znacznie większa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *