Zbigniew Przesmycki VAR

Przepisy gry w piłkę nożna do lamusa. Czas na „ducha gry”

Śląsk Wrocław przegrał w Poznaniu z Lechem 1:2 po golu w przedostatniej minucie gry. Golu kontrowersyjnym. Okazuje się, że nawet jeśli niezgodnym z przepisami, to zgodnym z duchem gry. A to teraz chyba oficjalna wykładnia.

 

GKS Mirków bez trenera. Otrzymał propozycję nie do odrzucenia

Była 89 minuta meczu Lech – Śląsk. Kamil Jóźwiak dośrodkował piłkę w pole karne, Nikola Vujadinović zgrał futbolówkę głową w kierunku Christiana Gytkjaera, a ten trafił do siatki. Gdy Duńczyk strzelał, sędzia asystent podniósł chorągiewkę do góry sygnalizując pozycję spaloną. Arbiter Bartosz Frankowski postanowił skorzystać z systemu VAR i po konsultacji z wozem uznał gola dla Kolejorza.

 

Początkowo wydawało się, że sędzia miał rację, Duńczyk nie był na spalonym. Wiele dyskutowało się o tym, czy piłka wpadła do siatki przed gwizdkiem sędziego. Bo jeśli nie, to bramka nie powinna zostać uznana. Długo sprawdzałem tę sytuację i muszę przyznać, że sprawa nie jest jednoznaczna. Według mnie piłka mijała linię bramkową w momencie gdy Bartosz Frankowski zaczynał gwizdać, więc gola – moim zdaniem – należało uznać po weryfikacji VAR.

 

Firlej o krok od ekstraklasy. Górnik nie dogadał się jednak ze Ślęzą

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, co się stało wczoraj (o tym za chwilę). Okazało się bowiem, że – na 99,9 proc. asystent sygnalizował pozycję spaloną Vujadinovicia. W momencie zagrania przez Jóźwiaka był on na minimalnym spalonym, wrócił z niego i zagrał do strzelca gola. Asystent, gdy tylko zobaczył, kto zagrał piłkę – od razu zasygnalizował spalonego. Doskonale to widać na video (np. na ekstraklasa.org). Niestety, wszyscy na początku dali się nabrać, że chodzi o spalonego Gytkjaera. I prawdopodobnie również tę sytuację sprawdzano w wozie VAR (bo jak inaczej uznać, że sędziowie VAR nie zauważyli spalonego Vujadinovicia?).

 

Szczerze mówiąc, nie wspominałbym o tym, gdyby nie to, co dzieje się od wczoraj na twitterze. Bo sytuacja była dość dynamiczna, a spalony minimalny. Przeciekły jednak dwa pisma (maile) szefa sędziów Zbigniewa Przesmyckiego do arbitrów. Ich przesłanie jest szokujące – szef sędziów pisze, że gdyby nawet gol dla Lecha po gwizdku, to i tak należałoby go – wbrew przepisom – uznać. Zgodnie z duchem gry.

 

Przesmycki odniósł się również do spalonego Vujadinovicia i psze, że nawet jeśli był, to i tak… trzeba gola uznać. Oczywiście zgodnie z duchem gry.

 

Do sprawy odniósł się również – a jakże – prezes PZPN Zbigniew Boniek. Oczywiście zbagatelizował problem (no tak, w końcu co złego jest w zachęcaniu do łamania przepisów), a największym problemem dla „Zibiego” było to, że… wśród sędziów jest „kret”.

 

 

 

To co, chyba już można oficjalnie ogłosić, że w Polsce duch gry zastąpił przepisy gry w piłkę nożną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *