Zagłębie Lubin Śląsk Wrocław Miedź Legnica

Zimowe transfery naszych drużyn w ekstraklasie. Jakość zamiast ilości?

Piłkarze Lotto Ekstraklasy wracają na ligowe boiska. Mimo kiepskiej pozycji w ligowej tabeli, dolnośląskie zespoły nie szalały na rynku transferowym. Zamiast na ilość postawiły na jakość.

 

Nowy podział IV ligi na grupy może być trudniejszy niż zwykle

Piłkarze Lotto Ekstraklasy wracają na ligowe boiska. Wszystkie trzy nasze drużyny znajdują się w dolnej połówce tabeli. O ile 12. miejsce w tabeli beniaminka z Legnicy nie jest jakimś złym rezultatem, to już 11. lokata Zagłębia Lubin, a zwłaszcza 14. Śląska Wrocław, można nazwać tragedią. Tradycyjnie jednak wszyscy, piłkarze oraz sztaby trenerskie, zapowiadają nową jakość na wiosnę. Może nie ma hurraoptymistycznych deklaracji, raczej wyświechtaną „walkę w każdym meczu”, ale w każdym z klubów są nowe nadzieje i oczekiwania.

 

Czy uzasadnione? Patrząc na ruchy kadrowe naszych klubach, różnie z tym może być. Okienko transferowy było bowiem spokojne. Kluby, a dokładniej Śląsk i Miedź, postawiły raczej na ilość niż jakość, ale nowi gracze tę jakość będą musieli dopiero potwierdzić. Zagłębie tymczasem zrobiło… wietrzenie magazynów.

 

Wyceny piłkarzy. Jagiełło najdroższy, Forsell z największym wzrostem

Lubinianie nie pozyskali żadnego nowego zawodnika, nie licząc powracającego z wypożyczenia z Łęcznej Patryka Szysza. Wiosną powinien dostawać minuty, ale trudno oczekiwać, że będzie to zawodnik, który zrobi różnicę w ekstraklasie. Dodatkowo do gry wrócił Alan Czerwiński, który stracił większość jesieni z powodu kontuzji. I to jest najważniejsza wiadomość dla kibiców Miedziowych.

 

Zespół opuściło 6 graczy (czterech zostało wypożyczonych). Mimo tego nie powinno to się szczególnie odbić na jakości. O ile uda się z wykrzesać z obecnych zawodników więcej niż jesienią. Ostatnie kolejki w przypadku choćby Damjana Bohara pokazały, że się da. Oczywiście nie jest tak, że lubinianie nie chcieli się wzmocnić. Jak tłumaczą jednak, nie znaleźli na rynku zawodników o odpowiednich umiejętności za pieniądze, którymi dysponują.

 

Najważniejszym ruchem Śląska było zatrudnienie trenera Vitezslava Lavicki. Czech musi opanować chaos, który ogarnął zespół pod koniec jesieni, w efekcie którego WKS w siedmiu meczach zdobył tylko 3 punkty.

 

W przypadku WKS ruchy kadrowe były nieodzowne. Pozyskano trzech piłkarzy, w tym jeden został wypożyczony. Zambijczyk Lubambo Musonda, Krzysztof Mączyński i Mateusz Hołownia ogórkami nie są i mogą sporo dać zespołowi. Choć „mogą” to słowo klucz, bowiem wszystko wyjdzie w praniu. „Mąka” był jeszcze niedawno reprezentantem Polski, ale jesienią grał niewiele. Jeszcze mnie Hołownia. Doświadczenie uczy, że zawodnicy po dłuższej przerwie nie muszą od razu odpalić w nowym w miejscu.

 

Na tym tle osiągi Mosundy są bardzo dobre. Jesienią w barwach armeńskiego Gandzasaru w lidze zagrał 17 razy, strzelił 5 goli i zaliczył 4 asysty. Jeśli trener Lavicka zdoła go utrzymać w taktycznych ryzach, może być ona brakującym ogniwem Śląska w ofensywie.

 

Z kolei beniaminek z Legnicy pozyskał dwóch graczy, o który możemy mówić w kontekście I drużyny. To stoper Chorwat Bozo Musa i doskonale znany na Dolnym Śląski skrzydłowy Joan Roman. Obaj powinni być solidnym wzmocnieniem.

 

Więcej, jeśli Hiszpan osiągnie formę podobną do tej, w której był na końcu swojej przygody ze Śląskiem (jego występy przerwał faul rywala w meczu z Cracovią), to Roman może rywalizować o miano gwiazdy ligi choćby z… Musondą.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *