Koniec z OZPN

RODO, spiski i zarzynanie amatorskiej piłki… O co chodzi w tym konflikcie?

Zaczęło się dość niewinnie. Zarząd PZPN podjął uchwałę, suchy komunikat trafił na stronę związku i właściwie na początku niewiele osób skojarzyło, co się z tym wiążę. Od kilku dni jest już jednak jazda na całego. Koniec amatorskiej piłki, PZPN chroni baronów – takie tezy padają z jednej strony, z drugiej słyszymy: to dla waszego dobra, nic się nie zmieni, będzie taniej.

 

Nadchodzi rewolucja w niższych ligach. Koniec z OZPN-ami?

O co w tym naprawdę chodzi? Tego chyba nikt do końca nie wie. Jedna strona tłumaczy się sprawami formalnymi, druga doszukuje niecnych zamiarów likwidacji przeciwników. O całej sprawie dość fajnie napisał Antoni Bugajski w Przeglądzie Sportowym, można zapoznać się z tematem, jeśli ktoś nie do końca jest zorientowany. I samemu wyciągnąć wnioski. Jedno jest jednak pewne. PZPN rozegrał całą sprawę fatalnie. Nie rozstrzygając nawet, czy to widzimisię związku, które ma jakieś drugie dno, czy zmiany rzeczywiście były podyktowane „RODO”, należało to inaczej przeprowadzić z OZPN-ami. Wyjść z inicjatywą konsultacji i rozmów, przede wszystkim poinformować najbardziej zainteresowanych. Wysłuchać co mają do powiedzenia, może wypracować jakiś kompromis. Zrobiono inaczej i wcale się nie dziwię, że wielu lokalnych działaczy czuje się potraktowanych per nogam. Zwłaszcza tych, którzy rzetelnie i z sukcesami działają na rzecz lokalnej piłki. 

 

Wróćmy jednak do powodów takiej decyzji. A właściwie spekulacji na ten temat. Jedna z nich, którą lansuje m.in. Marek Wawrzynowski z wp.pl, zakłada że cała machina ruszyła po to, aby uchronić kilku lokalnych baronów, których posada miałby być zagrożona w przyszłorocznych wyborach. Jednym z nich miałby być Andrzej Padewski, prezes DolZPN oraz „wierny żołnierz” Bońka.

 

A jednak czarny scenariusz. Z III ligi niemal na pewno spadnie 6 drużyn

Zatrzymajmy się dłużej przy tym wątku, zwłaszcza że nie brakuje sugestii, że lokalni działacze spoza Wrocławia szykują „spisek” przeciwko Padewskiemu. Spotkali się już ponoć potajemnie w Jeleniej Górze w tej sprawie.

 

I właśnie likwidacja OZPN-ów miałaby temu zapobiec. Problem w tym, że teoria ta ma jeden słaby punkt. Brak większego sensu. Nijak bowiem likwidacja OZPN-ów nie może zatrzymać odwołania obecnego prezesa związku. Wybierany on jest bowiem przez członków DolZPN – a więc przede wszystkim przez kluby – podczas walnego zgromadzenia. Jeśli większość będzie chciała, postawi na innego kandydata. O ile się taki pojawi…

 

W poprzednich wyborach Padewski nie miał kontrkandydata. Poparło go 91 proc. głosujących, ale przy fatalnej frekwencji. Głosowało bowiem 273 delegatów, a uprawnionych było ok. 640. To oznacza, że w wyborach wzięło udział ok. 42 proc. tych, którzy mogli być na walnym. W dużej mierze zabrakło właśnie przedstawicieli OZPN-ów. Co ciekawe, w 2014 roku głosowało aż 500 delegatów. Wtedy obecny szef związku wygrał z Adamem Krejem 350 do 150.

 

Co z tego wynika? Między innymi to, że przy dużej mobilizacji „terenów” możliwe jest odwołanie Andrzeja Padewskiego. I nie trzeba do tego kanapowych spisków, tylko porządnego programu na lokalną piłkę, za którym pójdą kluby.

 

Koniec z lokalną piłką?

 

Inna teoria przeciwników zmian zakłada, że to koniec amatorskiej piłki. Dziwnym trafem, tam gdzie nie ma już teraz OZPN-ów, amatorska piłka jakoś funkcjonuje. Ale to tylko szczegół. Faktem jest, że wiele OZPN-ów działa naprawdę prężnie, inne są kiepskie. Być może na poprawę funkcjonowania tych drugich jest lepsza recepta niż likwidacja wszystkich. Ale teza o tym, że bez OZPN-ów pilka amatorska umrze jest dość odważna.

 

Podnoszony jest zwłaszcza argument, że teraz z każdą sprawą trzeba będzie jeździć do WZPN-u, np. do Warszawy czy Wrocławia. Nikt nie dodaje, że przecież będą okręgowe biura WZPN-ów w miejscowościach, gdzie były OZPN-y. W większości przypadków swoje miejsce znajdą w nich również obecni działacze.

 

Niestety, takie nastroje to w dużej mierze wina PZPN-u. Na przykład teraz na Dolnym Śląsku będą odbywały się spotkania, na których władze DolZPN-u będą tłumaczyły klubom, na czym mają polegać zmiany. Jednocześnie będą trwały rozmowy na temat formalności z OZPN-ami. I – na dobrą sprawę – na dziś nikt nie wie, jak to będzie dokładnie funkcjonowało od 1 lipca. A mamy już maj.

 

Powtórzę. Najpierw należało wszystko przygotować, przegadać z OZPN-ami, a dopiero później ogłosić i wprowadzić.

 

Nie wiem czy likwidacja OZPN-ów i wprowadzenie na ich miejsc biur terenowych WZPN do dobry czy zły ruch? Temat z pewnością został kiepsko rozegrany. Teraz wiele zależy od tego, jak zostanie to ostatecznie wprowadzone i czy lokalna piłka – a więc przede wszystkim kluby – na tym skorzysta. A czy sprawa ma jakieś drugie dno? Niczego nie można wykluczyć, choć przydałyby się jakieś konkrety na poparcie tej tezy, a nie mniej lub bardziej karkołomne spekulacje. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *