Votum nieufności dla Vitezslava Lavički. Czy zmiana trenera Śląska miałaby sens?

Szok we Wrocławiu. Czy władze Śląska chcą rozstać się z Vitezslavem Lavičką, a może tylko „rozglądają się” po rynku? I najważniejsze – czy taka miałaby w ogóle sens?

 

Wrocław bierze wszystko. Najpierw Parasol, potem Śląsk

Portal meczyki.pl napisał, że Śląsk sondował możliwość zatrudnienia Macieja Stolarczyka, selekcjonera reprezentacji Polski do lat 21. To spore zaskoczenie we Wrocławiu, bo wydawało się, że pozycja Vitezslava Lavički nie jest zagrożona. Być może nawet tak jest, a kontakt ze Stolarczykiem był tylko próbą „zorientowania się” w temacie, poznania jego planów, itp.

 

Sprawa jednak się rypła. Co ciekawe, w poniedziałek wieczorem Zbigniew Boniek napisał na twitterze: „Panowie Prezesi, trenerzy w PZPN naprawdę nie czekają na wasze telefony i oferty pracy… jest im tutaj bardzo dobrze. Szkoda czasu”. Wtedy mało kto się spodziewał, że może chodzić o Śląsk… raczej typowano Lecha Poznań czy Zagłębie Lubin.

 

Swoją drogą, spora naiwność włodarzy WKS-u – jeśli zależało im na dyskrecji – bo o sprawie szybko dowiedział się przełożony Stolarczyka i – co było do przewidzenia – dziennikarze.

 

To jednak tylko na marginesie. Bo kluczowe jest pytanie – czy w ogóle zmiana trenera miałaby jakiś sens? Według mnie nie miałaby. Śląsk dziś zajmuje 5. miejsce w tabeli, że stratą 3 punktów do podium (11 punktów przewagi nad strefą spadkową). Do miejsce trudno się więc przyczepić, choć jeszcze kilka meczów bez wygranej i sytuacja może być znacznie gorsza.

 

Styl wrocławian pozostawia jednak wiele do życzenia. Na wiosnę Śląsk gra kiepsko, zwłaszcza w ofensywie. Mało wykreowanych sytuacji strzeleckich oraz słaba skuteczność przekładają się na brak goli i punktów. Dwóch napastników do tej pory strzeliło w sumie 5 goli. Na ich niewielkie usprawiedliwienie trzeba jednak dodać, że są mecze, że częściej ich widać w drugiej linii niż na szpicy, bo gdyby się nie cofnęli, to by w ogóle nie dostali piłki.

 

Martwi również fakt, że aż tak wielu zawodników jest bez formy. Zwłaszcza gdy mówimy o liderach jak Waldemar Sobota czy Robert Pich. Gdy do tego dodamy kontuzje choćby Krzysztofa Mączyńskiego i Lubambo Musondy (a także znacznie dłużej trwający uraz Wojciecha Golli) wyłania się mało wesoły obraz WKS-u. Śląsk gra zrywami, niestety, przestoje i bezładna kopanina przeważają dziś nad składnymi i przemyślanymi akcjami. 

 

Lavička objął Śląsk w styczniu 2019 roku. Najpierw utrzymał ekstraklasę, a potem – jesienią – miał najlepszą rundę we Wrocławiu. WKS był wtedy na 4. miejscu w tabeli z 4 punktami starty do lidera. Ostatecznie wrocławianie zakończyli sezon na dobrym, 5. miejscu, choć wiosną 2020 roku już tak dobrze nie było. Pamiętajmy jednak, że poprzedni rok z powodu koronawirusa – który w Śląsku zebrał spore żniwo – był specyficzny.

 

Runda jesienna bieżącego sezonu była niezła. Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że osiągnięte wyniki były często lepsze niż gra. Śląsk punktował, ale nie zachwycał. Trudno też powiedzieć, że dorobił się własnego stylu.

 

Teraz, na wiosnę 2021 roku do braku stylu doszedł brak wyników. I jest problem. Tylko że zmiana trenera – w mojej ocenie – problemu nie rozwiąże. Mam nadzieję, że trener Lavička zna odpowiedź na pytanie jak wyjść z kryzysu. Choć ważniejsze jest pytanie – zarówno do trenera, jak i władz klubu – co potem? Czy mamy plan i pomysł jak go zrealizować, czy wiemy co chcemy osiągnąć, czy celem jest tylko trwanie…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *