Sokół Marcinkowice - Śląsk II Wrocław

Kontrowersyjny gol przesądził o losach awansu do półfinału

Zwycięska bramka pucharowego meczu Sokół Marcinkowice – Śląsk II Wrocław padła w doliczonym czasie gry w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Czy piłka minęła linię bramkową? Goście są przekonani, że nie.

 

Sport-Track IV liga Dolny Śląsk [WSPÓLNA TABELA JESIEŃ 2017]

W ćwierćfinale okręgowego Pucharu Polski spotkali się w Marcinkowicach starzy znajomi z czwartoligowy boisk, czyli miejscowy Sokół i Śląsk II Wrocław. To co najważniejsze wydarzyło się w ostatnich 20 minutach spotkania. W 70 minucie Adrian Sobczak wyprowadził gości na prowadzenie pięknym strzałem z rzutu wolnego. Niedługo później w polu karnym wrocławian faulowany był Tomasz Rudolf. Aleksander Sobczak obronił strzał Bartłomieja Płomińskiego, ale wobec dobitki był już bezradny.

 

Mecz rozstrzygnął się w doliczonym czasie gry. Patryk Kołodziński oddał strzał z ok. 14 metrów, bramkarz Śląska obronił strzał, ale piłka leciała do bramki. Ostatecznie wybił ją Adrian Sobczak, ale sędzia główny, po sygnalizacji asystenta wskazał na środek boiska. Przyjezdni protestowali, ale na niewiele to się zdało, poza tym, że… dwóch z nich z czerwonymi kartkami opuściło boisko.

 

Górnik Zabrze sprawdzi pomocnika Lechii Dzierżoniów

Czy piłka rzeczywiście przekroczyła linię? Gracze Śląska są przekonani, że nie. Zresztą ich reakcja na gwizdek była tak gwałtowna i spontaniczna, że aż trudno uwierzyć, że mogli by tak reagować, gdyby nie byli przekonani do tego, że piłka nie przekroczyła linii.

 

Dostaliśmy również film z nagraniem spornej sytuacji. Oczywiście z tego ujęcia kamery nie da się rozstrzygnąć w 100 proc., czy piłka przekroczyła linię. Wydaje się, że… nie, ale kamera jest jednak daleko, a i kąt spory.

 

A tak autor filmu przytacza tłumaczenia sędziego: „tłumacząc się z uznanej bramki stwierdził, że piłka zrobiła „parabolę” w bramce, czyli wpadła całym obwodem, a spadając wypadła! Bo on głowę wystawił i wszystko widział! Normalnie VAR w oczach! Sami kibice Marcinkowic nie wierzyli w to co się stało, rozmawiałem z tymi, którzy byli zaraz za bramką, wszyscy twierdzili, że bramki nie było i szkoda, że w taki sposób się to skończyło”.

 

Czy tak było? Tego nie rozstrzygniemy. Marnym zapewne pocieszeniem będzie przypomnienie, że nie takie błędy (zakładając, że był tu błąd, bo nie wiemy tego) popełniają, i to profesjonalni, sędziowie. W niedzielę arbiter nie uznał gola dla Barcelony w meczu z Valencią, choć piłka odbiła się dobre 30 cm za linią, a boczny tego nie zauważył.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *