Dolnośląskie derby prestiżu i pokory

To był podwójny derbowy weekend. Wiele się działo nie tylko na boisku, ale również na trybunach. Kurz derbowych meczów opadł, można na spokojnie zastanowić się, co wyniki meczów Śląsk – Zagłębie i Chrobry – Miedź oznacza dla najlepszych klubów w regionie.

 

Zagłębie Lubin wygrywa derby Dolnego Śląska

Dla Śląska mecz z Zagłębiem był nie tylko  kwestią prestiżu, ale przede wszystkim walką o jakże potrzebne ligowe punkty. Po wzmocnieniach w przerwie zimowej wydawało się, że wrocławianie mają nawet szanse na czołową ósemkę. Co prawda pierwszy mecz z Wisłą Kraków był mocno przeciętny, ale zwycięski, więc nawet porażka w Białymstoku nie spowodowała zapalenia się czerwonej lampki. Niestety, najpierw bezbramkowy remis z outsiderem z Zabrza, a teraz porażka 0:2 z Zagłębiem pokazały, że król jest nagi.

Kolejny błąd Mariusza Pawełka, który skutkował golem dla rywali. ZERO celnych strzałów na bramkę Zagłębia przez cały mecz. Chaos, starty, niecelne podania, brak składnych akcji – taki obraz wyłania się z gry pomocy. W Śląsku trudno znaleźć pozytywy, które dałby podstawy do myślenia, że będzie lepiej. Fakt, że jednym z lepszych piłkarzy Śląska w derbach był Igor Tyszczenko, dla którego był to pierwszy mecz w brawach WKS-u, potęguje tylko obraz kiepskiej sytuacji, w jakiej znaleźli się wrocławianie.

 

Pierwszoligowe derby Chrobry – Miedź

Co wiemy po derbach Śląsk – Zagłębie? We Wrocławiu z pewnością trzeba przestać marzyć o grupie mistrzowskiej. Celem jest utrzymanie i w rundzie zasadniczej po prostu trzeba walczyć o każdy punkt, który do tego utrzymania może wrocławian w ostatecznym rozrachunku przybliżyć.

 

Wiadomo już, że zimowe transfery nie były aż tak dobre, jak się wszystkim – również mnie – wydawało. Może i Ryota Morioka ma potencjał, może Robert Pich wciąż jest klasowym pomocnikiem, może (obecnie kontuzjowany) Andreas Gosztonyi ma umiejętności – niestety, jak dotąd przekonaliśmy się o tym w niewielkim zakresie. Właściwie tylko Gruzin Lascha Dvali gra na przyzwoitym poziomie.

 

Potwierdziło się również to, co było wiadomo już wcześniej – Śląsk nie ma napastnika z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście, sporym usprawiedliwieniem dla Kamila Bilińskiego jest to, że nie dostaje on zbyt wielu piłek od pomocników. Jego własna kreatywność jest jednak znikoma, a co za tym idzie zagrożenia dla bramki rywala minimalne.

 

Ostatnia rzecz – zmiana szkoleniowca. Media podały, że Romualda Szukiełowicza (który poprowadzi drużynę jeszcze w Gliwicach) zastąpi Mariusz Rumak. Czy zmiana trenera ma sens? Większość kibiców jest “za”, nie brakuje głosów, że potrzeba trenera, który potrząśnie szatnią. Czy były trener Lecha i Zawiszy rzeczywiście jest tym, którego we Wrocławiu potrzeba?

 

Nowy trener nie nauczy zawodników lepiej grać w piłkę, lepiej kiwać, czy celniej strzelać. Może jedynie tchnąć nowego ducha czy nowe spojrzenia na taktykę, czyli mniej więcej to samo, co dał Szukiełowicz zastępując jednomeczowego Grzegorza Kowalskiego. Tylko czy zarządzanie zespołem przez elektrowstrząsy na dłuższą metę ma sens? Nie ma, choć we Wrocławiu musza się imać różnych sposobów, by wydobyć drużynę z marazmu. A co się stanie, jeśli Szukiełowicz wygra w Gliwicach?

 

Zagłębie Lubin po derbach – CZYTAJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *