Upadek króla… Miał zbawić Śląsk, a zawiódł najbardziej

Od bohatera do zera – tak w skrócie można podsumować dotychczasowy pobyt w Śląsku Wrocław Węgra Bence Mervo. Co się dzieje z napastnikiem, którego wrocławianie najchętniej by się pozbyli?

 

150 tys. zł kary dla Śląska za Plaku

Przychodził do Wrocławia jako król strzelców młodzieżowych mistrzostw świata. Wiosną ubiegłego roku w barwach Śląska zagrał 10 razy, strzelił 4 gole i zaliczył jedną asystę. Całkiem niezły rezultat, dlatego Śląsk zaczął zabiegać o to, aby Mervo został we Wrocławiu na nowy sezon.

 

30 czerwca, wraz z zakończeniem wypożyczenia, napastnik wrócił do FC Sion. Szybko jednak okazało się, że Szwajcarzy nie będą na niego stawiali. Dla Śląska była to dobra wiadomość, ale… wrocławian nie stać było na wykupienie Węgra. Znów była opcja wypożyczenia, ale pojawił się inny problem. Ponoć usługami zawodnika zainteresowany był inny klub.

 

Kasa z UEFA dla Zagłębia, Śląska i Miedzi

Dziś trudno spekulować, ile było w tym prawdy, a ile gry pozorów. Fakt jest taki, że Mervo trafił do Śląska w przedziwnych okolicznościach. Gdy doszło do finalizowania kontraktu, 21 lipca wieczorem okazało się, że stronom nie udało się dojść do porozumienia. W nocy (późnym wieczorem?) musiało się coś wydarzyć, bowiem rano klub poinformował, że Węgier parafował umowę z WKS-em.

 

Paradoksalnie – niestety, wiadomo to dopiero dziś – znacznie lepiej by było dla Śląska, gdyby do porozumienia nie doszło. Do Wrocławia trafił bowiem cień piłkarza z wiosny. Mervo zagrał w lidze w 11 meczach i nie strzelił nawet jednego gola. Jedno trafienie zanotował w Pucharze Polski. Jego notowania u trenera Jana Urbana są tak niskie, że na dziś jest napastnikiem nr 3, za Kamilem Bilińskim i Mariuszem Idzikiem, a klub się najchętniej by go pozbył. Nie znalazł się nawet wśród rezerwowych sobotniego sparingu z GKS-em Katowice.

 

I pytanie zasadnicze – co się stało z Mervo? Z pewnością nie pomógł mu fakt, że praktycznie przez dwa miesiące był bez klubu i stracił sporo okresu przygotowawczego. Czasu na odbudowanie formy było jednak sporo, zwłaszcza że skutecznością napastnicy Śląska nie grzeszyli. A Bence dostał sporo szans.

 

Fakt jest taki, że Śląsk wyszedł fatalnie na ponownym zatrudnieniu Węgra.

 

Jak informuje Przegląd Sportowy, Śląsk za roczne wypożyczenie (bez możliwości skrócenia!) zapłacił Sionowi 100 tys. euro. Na teraz, to pieniądze wyrzucone w błoto. Bo nie ma ani pieniędzy, ani zawodnika. A dodatkowo, trzeba szukać kolejnego napastnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.