Patologia na meczu dzieci. Kibole „skroili” rodziców młodych zawodników

Skandal na meczu młodzików. Podczas spotkania Wilkowianki Wilków z Miedzią Legnica kibole zabrali flagi i szaliki, które mieli rodzice zawodników gości.

 

Burza pożegnała przed meczem z Polonią swojego kapitana i przyjaciela

Do zdarzenia doszło w niedzielę podczas meczu IV ligi wojewódzkiej młodzika. Około 20 minuty I połowy na obiekt w Wilkowie wtargnęli pseudokibice, którzy przyjechali dwoma samochodowymi BMW. Używając wulgarnego języka zabrali dwie flagi z barwami Miedzi oraz zerwali szaliki z szyi rodziców/opiekunów zawodników gości. Następnie odjeżdżając uderzyli jeszcze w busa, którym przyjechali legniczanie.

 

Mecz w czasie zajścia został przerwany, a wystraszone dzieci z Legnicy zebrały się przy ławce rezerwowych. Jeden z rodziców wezwał policję, która zajęła się sprawą.

 

Na tym jednak nie koniec, policyjny radiowóz eskortował gości z Legnicy, bowiem podejrzane auta krążyły w okolicy również po spotkaniu.

 

„Z naszej strony przepraszamy wszystkich uczestników meczu, w szczególności zawodników, trenera i rodziców dzieci reprezentujących Miedź Legnica, jednak w życiu nie przyszło by nam do głowy, żeby na mecz dzieci!!! angażować ochronę.

W naszym klubie trenują dzieci, które na co dzień kibicują Miedzi Legnica, Zagłębiu Lubin, Lechowi Poznań, Legii Warszawa czy Realowi Madryt. Podstawą edukacji w naszym klubie jest tolerancja do upodobań innych, niewyobrażalna jest dla nas agresja wobec innego człowieka, tylko dlatego, że jest kibicem innego klubu” – czytamy na fanpage’u Wilkowianki. .

 

Kim byli napastnicy? Wszystko wskazuje na to, że to idioci, prawdopodobnie ze Złotoryi, którzy mienią się kibicami Zagłębia Lubin. Warto jednak im uzmysłowić, że nie są żadnymi kibicami – są zwykłymi bandytami i miejmy nadzieję, że szybko zostaną zidentyfikowani oraz ukarani. Zwłaszcza że mundurowi dostali m.in. zdjęcia i numery rejestracyjne samochodów, w pobliżu jest również monitoring, który powinien pomóc ustalić sprawców.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *