Tomasz Hołota

Tomasz Hołota, czyli historia zjazdu czołowego pomocnik ligi na ławkę outsidera

Lepsze jest wrogiem dobrego – mówi przysłowie. I wyjątkowo często sprawdza się ono w przypadku piłkarzy i ich decyzji transferowych. Wie coś o tym Tomasz Hołota, który był czołowym defensywnym pomocnikiem ligi, a teraz ma kłopoty by wejść na murawę w barwach outsidera ligi.

 

Ale huknął. Cudowny gol Firleja z rzutu wolnego

Tomasz Hołota przyszedł do Śląska Wrocław latem 2013 roku. Był to dopiero jego drugi sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale z miejsca stał się podstawowym defensywnym pomocnikiem WKS-u. Bez względu na to, kto był trenerem wrocławian, Hołota miał pewne miejsce w składzie, z którego wykluczyła go jedynie kontuzja wiosną 2014 roku.

 

W tym czasie Śląsk miewał różne okresy, ale akurat Hołota trzymał poziom. Z gracza, który skupiał się wyłącznie na odbierze piłki, z czasem stał się tym, który potrafił ją również rozegrać. W sezonie 2015/16 dodał do tego jeszcze skuteczność – 4 gole i dwie asysty. Statystyki niezłe, biorąc pod uwagę mizerię ówczesnej ofensywy WKS-u (więcej goli mieli jedynie Morioka – 7 oraz Biliński i F. Paixao – po 5).

 

Regulamin rozgrywek sobie, a OZPN sobie… Czy ktoś to zatrzyma?

Hołota był wtedy jednym z lepszych defensywnych pomocników Ekstraklasy, a co poniektórzy kibice widzieli go nawet w reprezentacji. Piłkarz zdecydował się wtedy na przejście do Arminii Bielefeld, klubu 2. Bundesligi. Z jednej strony nie można mu się dziwić – Śląsk to nie była ostoja stabilizacji, a w Niemczech mógł się sprawdzić w wymagającej lidze za znacznie lepsze pieniądze.

 

Zaryzykował i… przegrał. Co ciekawe, sezon w barwach Arminii rozpoczął w pierwszym składzie, ale jak już z niego wypadł, to praktycznie nie wrócił. Sezon dograł w rezerwach i stało się jasne, że nie ma dla niego przyszłości na zapleczu Bundesligi.

 

Hołota postanowił wrócić i odbudować się w Ekstraklasie. Ponoć były podchody ze strony Śląska, ale nie wiem na ile te informacje są prawdziwe. Zawodnik trafił ostatecznie do Szczecina, gdzie wydawało się, tworzy się bardzo ciekawa drużyna. Jednym z jej motorów napędowych miał być właśnie 26-latek.

 

I znów, podobnie jak w Bielefeld, Hołota rozpoczął sezon w wyjściowej jedenastce. W tym czasie Pogoń 3 mecze przegrała i jeden wygrała. I to był jego koniec jako podstawowego gracza. Raz jeszcze wyszedł na murawę w Płocku, ale w przerwie został zmieniony. Teraz częściej niż na boisku widywany jest na ławce rezerwowych, a nawet trybunach, bo nie zawsze łapie się do meczowej jedenastki.

 

Kto wie, jakby potoczyłyby się losy Hołoty, gdyby latem 2016 roku został we Wrocławiu. Tego jednak się już nigdy nie dowiemy…

 

PS. Miejmy nadzieję, że wkrótce (może na wiosnę?) Hołota się jednak odrodzi i zacznie grać na poziomie, na którym pozwalają jego umiejętności. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *