Morioka-reaktywacja. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Ryota Morioka miał być mózgiem Śląska Wrocław i zawodnikiem, który poprowadzi wrocławian do kolejnych zwycięstw. Na razie zawodzi. To już chyba ostatni moment na przebudzenie Japończyka. Bo sam potencjał to za mało.

 

 

Paixao czy Sotirović? Szukamy najlepszego napastnika ostatnich lat

Przychodził niemal jako Mesjasz. Co prawda nie było wiadomo o nim zbyt wiele, co prawda przychodził z dalekiego kraju, co prawda mówił tylko w swoim języku. I tak przez wielu, także przeze mnie, był postrzegany jako ten, który poprowadzi Śląsk do zwycięstw i wyciągnie klub z dna tabeli. Wystarczyły niezłe statystki oraz… filmiki w necie.

 

Choć nie tylko. Treningi i sparingi pokazały, że Morioka ma spore umiejętności. Również początek wiosennej części sezonu potwierdził, że drzemią w nim duże możliwości. Wydawało się, że tylko kwestią czasu (niedługiego) jest to, że w końcu odpali. Trafił nawet do naszej jedenastki miesiąca. Trochę z powodu niewielkiego wybory. Tak uzasadniałem ten wybór. „Wyróżniamy również Japończyka Ryotę Moriokę. Trochę na zachętę. Pokazał on, że ma duży potencjał, ale jeszcze nie potrafi z niego w pełni skorzystać”.

 

Starzyński powołany do reprezentacji. Zastąpił Milę

I na razie niewiele się zmieniło. Co więcej – zamiast coraz lepiej, jest coraz gorzej. Na początku można było tłumaczyć Japończyka niezrozumieniem z partnerami z zespołu, brakiem aklimatyzacji, itd. Z każdym kolejnym spotkaniem pomocnik Śląska na boisku jest coraz bardziej zagubiony, stracił miejsce w podstawowym składzie.

 

Wielu tłumaczy Moriokę, że nie ma z kim grać w Śląsku. Że zwyczajnie brakuje mu partnerów do gry kombinacyjnej. I rzeczywiście momentami można było odnieść takie wrażenie. Ale umówmy się – klasowy zawodnik, za jakiego uważany jest Morioka, powinien dawać drużynie więcej. Zwłaszcza drużynie broniącej się przed spadkiem. Właśnie po to został sprowadzony – by dać jakość, by Śląsk grał z przodu bardziej efektywnie, w końcu – by strzelać gole i asystować.

 

Przy okazji przyjrzałem się, jak Moriota wygląda na tle innych ofensywnych pomocników Śląska i Zagłębia. Kiepsko to wygląda zwłaszcza w odniesieniu do swojego vis a vis z Lubina. Zarówno Japończyk, jak i Filip Starzyński trafili do swoich nowych klubów w przerwie zimowej. Z podobnym zadanie. I wypożyczony z Lokeren do Lubina „Figo” zaskakuje na plus. W sześciu meczach strzelił dwa gole i zanotował trzy asysty – jednym słowem stał jest playmakerem pełną gębą. Zresztą dostrzegł to nawet selekcjoner Adam Nawałka, który powołał Starzyńskiego na towarzyskie mecze z Serbią i Finlandią.

 

Poniżej zestawienie graficzne prezentujące osiągnięcia ofensywnych pomocników Śląska Wrocław i Zagłębią Lubin po 27. kolejkach ekstraklasy. W poszczególnych słupkach – liczba meczów, liczba strzałów, liczba strzałów celnych, stosunek strzałów do goli (ile strzałów potrzebuje zawodnik, aby zdobyć bramkę), liczba goli oraz liczba asyst. Zawodnicy ustawienie są według współczynnika strzały/dole (im on niższy, tym lepiej).

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.