Morioka – powrót japońskiego smoka

Ryota Morioka poprowadził Śląsk Wrocław do zwycięstwa nad Lechem Poznań. Nie tylko strzelił jedyną bramkę, ale również zagrał tak, jak od niego oczekują kibice i partnerzy z zespołu. Był liderem z prawdziwego zdarzenia.

 

JAK DOBRZE ZNASZ DOLNOŚLĄSKI FUTBOL? QUIZ

Nie tak dawno pisałem o Japończyku. O tym, że w końcu powinien pokazać na co go stać. Gdy miałem nadzieję, że nastąpi to w poprzednim meczu z Ruchem Chorzów, Morioka w ogóle nie wyszedł na boisko. Okazało się, że była w tym jakaś myśl trenera Mariusza Rumaka. By skorzystać z Japończyka, gdy będzie w pełni gotowy do gry. Nie w sensie fizycznym, bardziej mentalnym i taktycznie gotowym do grania tak, jak wymaga od niego trener.

 

I takiego Moriokę zobaczyliśmy w Poznaniu. Dobrze usposobionego w grze ofensywnej, ale również walczącego w defensywie. To nie był już ten sam zagubiony zawodnik, który niknął w oczach z meczu na mecz. Morioka w końcu zagrał tak, jak się od niego oczekuje. A wydaje się, że  to jeszcze nie było wszystko na co stać Japończyka.

 

Dolnośląska jedenastka miesiąca. Marzec 2016

Jest duża szansa, że pod wodzą Mariusza Rumaka Morioka stanie się liderem pełną gębą. Widać, że przerwa na reprezentację dobrze zrobiła całej drużynie Śląska, ale chyba Japończykowi najbardziej. Widać, że czuł się on na murawie dużo pewniej niż w swoich wcześniejszych występach.

 

Oczywiście nie można popadać w euforię, zwłaszcza że Lech zagrał wczoraj bardzo słabo. Śląsk wciąż jest zespołem zagrożonym spadkiem, ale skok jakości gry wrocławian jest ogromny. I jeśli Morioka utrzyma formę, chyba nie powinno być problemów z utrzymaniem ekstraklasowego bytu we Wrocławiu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.